sobota, 29 grudnia 2012

Rozdział pierwszy

Rozdział 1
„Poranna codzienność’’


   Była sobota, około godziny 5.30. Ania wiedziała że musi się sprężyć, inaczej nie zdąży na umówioną wcześniej godzinę. Czesała pospiesznie swoje długie, ciemnobrązowe włosy. Spoglądał jednocześnie na naleśnik, który smażył się przed nią na nowo kupionej przez jej mamę patelni. Gdy stwierdziła iż jest gotowy, odłożyła czarną szczotkę, a zawartość patelni ułożyła na stercie innych naleśników.
-  Śniadanie! – krzyknęła, jak najgłośniej umiała.
    - Już idziemy...– usłyszała z pokoju młodszego  rodzeństwa.
W kilka chwil Kuba i Zosia znaleźli się już przy stole, usiedli na swoich ulubionych miejscach, a przed nimi parowała smakowicie wyglądająca, jak i pachnąca potrawa. Opiekuńcza siostra nałożyła  każdemu po jednym naleśniku. Zawróciła jeszcze tylko do kuchni, gdzie z górnej szuflady wyciągnęła noże i widelce.
  - Smakuje wam? – spytała się, sięgając z powrotem  po szczotkę do włosów.
      - Dobre.- powiedziała bez przekonania, jej siostrzyczka.
Gdy Anna zjadła, poszła do swojego pokoju. Otworzyła szafę i zaczęła przeglądać swoje "końskie" rzeczy. Wyciągnęła ulubioną parę szarych bryczesów, koszulkę z długim rękawem i jakiś polar. Gdy się już ubrała sięgnęła po toczek, rękawiczki oraz bat. 
   - Zaraz będzie babcia, ja już muszę iść. Bądźcie mili dla babci i pomóżcie jej potem z obiadem. – powiedziała siadając na drewnianej ławce w holu.
- A czemu mama i tata nie mogą się nami zająć? – zapytała z żalem w głosie młodsza siostra.
- Zosiu, przecież wiesz że rodzice są w cukierni. Wrócą dopiero wieczorem. Chyba nic się nie stanie gdy pobędziecie trochę z babcią, prawda?- odpowiedziała pytaniem, zakładając już sztyblety.
- Nic się nie stanie, ale rodzice ostatnio zbyt często siedzą według mnie w pracy. - ostatnie słowa krzyczała już, ale siostra i tak jej nie usłyszała, gdyż już wyszła.
 Siedzi sobie tak przy stole z 10 minut, nie rozmawiali ze sobą. Dopiero po pewnym czasie Zofia spytała się brata:
- Myślisz że rodzice nas kochają?
Zapadła cisza, chłopiec nie odpowiadał.
- Wiesz, mi się wydaje, że oni nas kochają, ale tak jakby "inaczej".
  Siostra chciała coś powiedzieć, ale w malutkiej kuchni, połączonej z salonem, rozległ się dźwięk klucza. Do mieszkania weszła babcia, uściskała wnuki radośnie i usiadła z nimi do stołu.
   - Co tam maluszki? – zapytała się pogodnie, jak zresztą jak zawsze babcia.
Nie usłyszała jednak odpowiedzi, wiedziała od razu, że coś jest nie tak. Podeszła do okna i spoglądała przez nie chwilę. W oddali zobaczyła swoją biegnącą wnuczkę- Anię. Westchnęła pod nosem i zamknęła wcześniej uchylone okno.

www

  - Jesteś wreszcie! – usłyszała Ania, gdy tylko przekroczyła bramę stadniny.
- Przepraszam Cię, że tak długo. Ostatnio rodziców w domu coraz rzadziej widzę i to ja muszę się zajmować maluchami. Na szczęcie  jest jeszcze babcia, szczerze mówiąc to ona ratuje mnie zawsze w takich sytuacjach.
- No dobrze. Powiem Ci tylko tyle, masz szczęcie, że Zuzy nie ma.
- A gdzie ona jest? Przecież zawsze jest pierwsza u swojego konia.- zapytała zaciekawiona.
- Pojechała na zawody do jakiejś stadniny. Przynajmniej o jedną ‘’królewnę‘’ mniej. Gdyby była, już dawno wyzywałaby ciebie i leciała do Artura ze skargą.
- Prawda... A właśnie, gdzie Artur? -Pytała dalej Ania.
- Powinien być u swojego ulubieńca- Herkulesa, albo na hali. Nie jestem pewna.
- Dobra, koniec gadania, bierzmy się do pracy. Ja pójdę najpierw po Larysę, a ty pójdź po Arktykę. Uważaj tylko, ostatnio jest strasznie nerwowa. Niestety nie mam pojęcia czemu.
 Każda rozeszła się w swoją stronę, Ania po Larysę, a Angelika po Arktykę.
   Anka weszła spokojnie do boksu "swojej" Laryski, wyciągając w jej stronę dłoń. Klacz powąchała ją i dała sobie bez buntu założyć kantar. Amazonka przypięła jeszcze tylko uwiąz i wyprowadziła ją spokojnym krokiem ze stajni. Przywiązała konia do rury, gdzie czekały na nie już przyjaciółka z Arktyką. Angelika głaskała niespokojną klaczkę po szyi.
- Popatrzysz tylko przez chwilę na Larysę? Ja pójdę do siodlarni, po moją skrzynkę ze szczotkami. Mogę wziąść przy okazji twoją.
- Dziękuję bardzo. - odpowiedziała Angela i uśmiechnęła się w stronę koleżanki.
Ania weszła do siodlarni, poczuła zapach który najbardziej lubiła. Rozejrzała się wokół i podeszła do półki ze skrzynkami. Swoją znalazła bez problemu, ponieważ pamiętała gdzie ostatnim razem ją położyła. Skrzynkę swojej koleżanki znalazła przy siodle Herkulesa, co ją zdziwiło, gdyż jest to prywatny koń instruktora- Artura. Nagle usłyszała głośne rżenie i walenie kopytami. Wybiegła z siodlarni, na podwórzu zobaczyła strzelającą barankami Arktykę oraz leżącą na ziemi przyjaciółkę. Nie zastanawiając się rzuciła na ziemię skrzynki i podbiegła do niej jak najszybciej mogła.
- Angelika, co się stało ? – zapytała wystraszona.
Nie dostała jednak odpowiedzi. Rozejrzała się, zaczęła krzyczeć ile tylko miała sił w płucach. Ze strony hali biegł niczym maratończyk trener.
- Matko, co tu się dzieje?! – krzyknął zaniepokojony, widząc leżącą na ziemi podopieczną.
- Nie wiem dokładnie  co się stało, byłam w siodlarni, usłyszałam głośne rżenie i walenie kopytami. Wybiegłam, a ona tu leżała. – powiedziała przerażona już z łzami w oczach Anna.
- Aniu, ty uspokój konie, a ja się nią zajmę. – powiedział tylko  pozornie opanowany, klękając już przy Angelice.
Anka posłusznie ruszyła do klaczy, ale z dużej odległości. Podeszła do ich pysków i zaczęła popuszczać uwiąz, głaskać je po chrapkach. Nie mogła jednak zbytnio się skupić, gdy jej najlepsza koleżanka leży na ziemi nieprzytomna. Larysa uspokoiła się pierwsza, a Arktyka dopiero po długim czasie. Gdy wszystko wydawało się być dobrze, zaprowadziła konie do boksów. Najpierw Arktykę, która była najbardziej rozdrażniona, a potem skręciła do drugiej stajni i odprowadziła Larysę. Gdy wróciła na miejsce zdarzenia, Angelika miała głowę na kolanach Artura i powoli się przebudzała. Anka przyspieszyła więc kroku. Gdy znalazła się przy przyjaciółce, ta już siedziała o własnych siłach.
- Strasznie mnie boli głowa. – wymamrotała gdy zauważyła koleżankę.
- Wiesz w ogóle co się stało?  - zapytała się jej  bardzo zaniepokojona.

- Czekając tutaj na ciebie szczerze mówiąc trochę się nudziłam... Bawiłam się więc kluczami, odpadł mi od nich breloczek, a gdy się po niego schyliłam zaszczekał i przeleciał tutaj jakiś pies. Arktyka była tak niespokojna, że zaczęła robić baranie skoki, a ja nie zdążyłam się w porę odsunąć... Ona musiała mnie kopnąć
- I zemdlałaś. – dodał Artur
- Myślę, że powinnaś pojechać jak najszybciej do szpitala. – odpowiedziała stojąca nad najlepszą koleżanką, Ania.
- Nie ma mowy! Moi rodzice i tak bardzo się zamartwiają. Wiesz przecież o co chodzi... – powiedziała konsekwentnie.
- Tobie mogło się coś poważnego stać!- jednak przyjaciółka nie ustępowała.
- Nic mi się nie stało. Nie mam mdłości, nie kręci mi się w głowie, wszystko jest OK.
- No nie wiem... Dobrze, ale to ostatni raz. Musisz zrozumieć że kiedyś stanie się coś poważnego.- odpuściła jednak.
- To ja może pójdę po wodę? – zapytał Artur, który stał tylko, bo był nie za bardzo w temacie. Nie czekał on jednak długo  na odpowiedz, poszedł już na halę.
   Dziewczyny usiadły na ławce. Rozmawiały sobie o tym co się stało, oraz o wielu innych rzeczach. Ania objaśniła bardziej szczegółowo swoją sytuacje w domu. Dziewczyny cieszyły się nawzajem, że są swoimi przyjaciółkami, zawsze mogły mówić sobie o wszystkim. Poczekały jeszcze na instruktora niezbyt długo, zjawił się po pewnym czasie, trzymając w jednej ręce butelkę wody, a w drugiej szklankę. Nalał wody do naczynia i podał poszkodowanej, a ona gdy tylko wypiła, wstała i poszła w stronę stajni.
- Co ty robisz ?! – krzyknął do niej trener.
- Idę do Arktyki. W końcu trzeba się nią zająć. – odpowiedziała jakby nic się nie stało.
Podeszła do niej jednak druga amazonka, która również nie była zadowolona tym pomysłem. Chwyciła ją za ramie i dosyć mocno pociągnęła w swoją stronę.
- Nie jedziesz do szpitala, to nie idziesz do koni. Wracamy do domu.
- No ale... - chciała jakoś wybrnąć.
- Nie tłumacz się, tylko się zbieraj. Skoro nic ci nie jest to zbieraj szczotki, włóż je do skrzynki i odnoś do siodlarni. Ja się zajmę resztą. – postanowiła stanowczo
Angelika pozbierała więc szczotki, wzięła skrzynki i zaniosła je do siodlarni.  Gdy wróciła, Ania rozmawiała w bramie z Arturem, na nie znany jej temat.
- Co się tam gramolisz? Dalej, idziemy już. – odezwała się do Angeli przyjaciółka gdy tylko ją zauważyła.
Wcześniej boleśnie poturbowana Angelika, szła już posłusznie obok przyjaciółki.

2 komentarze:

  1. Fajne zapraszam do mnie :) http://historie-koniary.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. mam pytanie bo ty masz po prawej stronie na blogu ile osób ci wchodzilo . jak to dodać?

    OdpowiedzUsuń

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję, to one motywują do dalszej pracy :)