sobota, 27 października 2012

Następny weekend oraz jazda na Pipi

Witam :)
     Najpierw opiszę weekend w siodle. A więc tym razem było więcej osób, a mianowicie ze mną 6. Udało mi się przekonać moją koleżankę, która miała już zresztą jechać ze mną na poprzedni weekend, ale miała gorączkę :( Na weekendzie jeździłam w większości na Rytmice, ale zdarzyło się też mi pojechać na jednej lekcji na Brando. Skoków było mniej niż na poprzednim, no ale cóż. Pierwsza lekcja z p. Lilą, więc oczywiście to co lubimy najbardziej - kłus ćwiczebny. Ale każdy znający Rytmikę, wie także że ona jest jak fotel w ćwiczebnym. Ale chciałabym także po informować że Figaro wrócił . A jasne jest to że jeżeli wrócił musiałam sobie na nim pojeździć. Nawet nie wyobrażacie sobie jak ja za tym moim siwym kucykiem tęskniłam ! Na obozie przesiadywanie na sianie i słuchanie jego rżenia. Bez niego Liljówka była taka pusta ...
     Ale koniec z weekend'em, teraz coś o jeździe na Pipi. Na początku aniołek, no ale cóż, po Pipi spodziewać się tego na długo nie można. Po drążkach małe przyspieszenia, galopik, ale to nic wielkiego. Dopiero przy konkursie wycofywania się pokazała różki. Za nic nie dawała się wycofać, a jak już, to wjeżdżała  w inne konie. Trochę nad nią pomęczyłam, ale nie dawałam za wygraną. Co ta kucylina sobie myśli ? Jakoś nam to wyszło, może nie najlepiej, ale zawsze coś ! Przy zagalopowaniu na lewą nogę wszystko było ok, nawet jednego baranka nie strzeliła ! Aniołek, tsaaa ... Wiedziałam że coś jest nie tak. Zagalopowanie na prawą nogę, tam to były schody. Dla niej galop to chyba cwał ! A spróbuj ją zatrzymać. W kółko tylko przejścia do kłusa i zagalopowania od nowa. Wystrzeliła mnie na szyję, ale jakoś się utrzymałam. Za drugim razem było o wiele gorzej. Takiego baranka strzeliła że znowu mnie na szyję wywaliła, a za kit mnie nie słuchała żeby zwolniła do kłusa ! W końcu nie wytrzymałam, spadłam. Upadek ciężki. Po pierwsze taka prędkość że szkoda gadać, a po drugie z całej epy na prawą stronę. Było błoto, nie wiem czy to plus czy minus. Plus że trochę miękko,  a minus że czysta to ja nie byłam. Biodro bolało, i to jak. Pani Weronika wsiadła na mojego rumaka i dała jej trochę popalić. Potem wsiadłam z powrotem i znowu galop. Następnego dnia biodro przestało boleć. Ale z ręką było gorzej. Cała poobijana poszłam do szkoły, a mama na pożegnanie : " Serce mi stanęło jak spadłaś, mało brakowało to by ciebie staranowała ! A potem znowu galopowałaś . Ja bym tak nigdy nie zrobiła ". No cóż wytrwała jestem :)